Wybrałam się na pokaz tańca. Występ nazywał się Bollydance Superstars, bardzo na wyrost. Pomińmy taniec bollywodzki litościwym milczeniem. Ale poza tym pokaz był pełen niespodzianek! Zaczęło się od indyjskiej tradycyjnej sesji muzycznej, takiego hindu jam session. Sitar, bębenki i .... kontrabas, a do tego wokalistka (z akordeonem!!!), wszyscy uczestnicy sesji to rodowici Irlandczycy. To nie było bolly, było bardzo egzotyczne, bardzo transowe, zwłaszcza wokaliza. Dla nieprzygotowanych słuchaczy musiało być to szokiem.

Druga część popołudnia to podróż w basem Morza Śródziemnego, Egipt, Maroko, Liban i nie wiem, co jeszcze. Z występu muzycznego wycięłabym pana z klawiszami, bo zagłuszał tych, co grali na żywo, ale publiczności to nie przeszkadzało, reagowała bardzo entuzjastycznie. Chyba śpiewali jakieś tamtejsze hity, bo wiele osób się włączało... A potem były tancerki... Podróże Sinbada Żeglarza i inne arabskie klimaty...

 

Taniec bardziej tradycyjny, mniej widowiskowy

Taniec niby bollywoodzki, ale w wersji disco

Zaskoczenie - to jest główna atrakcja wieczoru - taniec brzucha

Nie wyglądały na Arabki, ale nikomu to nie przeszkadzało. Arabowie śpiewali i grali przed nimi, również ciesząc się wielkim aplauzem.

 

Pani wzbudzała autentyczny entuzjazm wśród widowni

Był w programie taniec z szablą na głowie i taniec ze świecznikami. Pewnie wielce tradycyjny element w tamtej części świata.

Ale ta słowiańsko wyglądająca tancerka nie potrzebowała historycznych rekwizytów

powrót